Podróż za 2 uśmiechy

Szast i Prast przy kawce pyta

Szast i Prast przy kawce pyta

 

Wiola z Szast i Prast, autorka mojego plakatu Mamy Frajdę w Muzeum, wpadła na świetny pomysł. Jest to cykl wywiadów, w którym może wziąć udział każda osoba tworząca, by swoim czytelnikom i innym tworzącym dać się bliżej poznać. Jak mówi Wiola: Tworzenie zbliża i łączy. Poznajmy się więc. Smile


Kim jesteś? Rodzina? Marzenia? Zainteresowania poza tematem samego bloga?
Jestem sobie Danką Ślipy. Mieszkam na jednym z najpiękniejszych gdyńskich osiedli, na Dąbrowie. Mam najlepszego na świecie męża i trzy świetne córki. I są oni dla mnie absolutnie naj naj najważniejsi. Dobrze mi z nimi. Tak jak z moimi rodzicami, teściami, rodzeństwem i ich rodzinami. Dużo nas w każdym razie. Ale to bardzo dobrze. Od trzech tal jestem licencjonowanym przewodnikiem po Trójmieście. Wszystkie moje zainteresowania wiążą się z tym o czym piszę na blogu: podróże, zwiedzanie, kino, teatr, literatura dziecięca, muzea, sztuka.


Jaką masz nazwę marki, którą skrupulatnie budujesz?
Frajda nad morzem. Tę nazwę wymyśliła moja najstarsza córka. Kilka lat temu organizowałam dla znajomych piknik na plaży z zabawami i przekąskami. Ponieważ chciałam stworzyć kolorowy, papierowy plakat do tego wydarzenia wpadłyśmy z dziewczynkami na pomysł, by miało ono ciekawą nazwę. I tak powstała Frajda. Jakiś czas później poszukiwałam nazwy dla bloga. Frajda nad morzem okazała się być idealną.


Czy to o czym piszesz na blogu to tylko Twoja pasja, potrzeba wyrażenia siebie, czy może także część pracy zawodowej?
Frajda nad morzem to blog o podróżowaniu z dziećmi autobusem po Trójmieście, Polsce czy świecie. Na pomysł prowadzenia bloga wpadłam, gdy zapragnęłam coś zmienić w swoim życiu. Po 4 latach  urlopu wychowawczego, ciągłego wycieczkowania z dziećmi, przebywania na świeżym powietrzu kiedy tylko zapragnęłam, samodzielnemu planowaniu życia wróciłam na 6 godzin dziennie do pracy biurowej. Dla mnie to była klatka. Szybko się zorientowałam, że długo tak nie wytrzymam. Zrezygnowałam z etatu, zrobiłam kurs na przewodnika po Trójmieście, urodziłam trzecią córkę i zaczęłam na blogu spisywać moje doświadczenia podróżnicze. Frajda ściśle wiąże się z moją pracą. Od jakiegoś czasu oprowadzam wycieczki po Gdańsku, Gdyni i Sopocie. Takie spacery organizuję także dla czytelników bloga.


Czy wszystkim zajmujesz się sama czy masz pomocników?
Właściwie tym co robię – wyszukiwaniem, zdobywaniem informacji, planowaniem wycieczek, organizowaniem wydarzeń zajmuję się sama. Aby jednak blog sparwnie mógł funkcjonować w codziennych sprawach bardzo wspiera mnie mąż, dzieci czy rodzice. Są oni także moją największą inspiracją. Jeśli chodzi o sprawy techniczne pomaga mi informatyk firmy, która założyła moją stronę, a grafiki są autorstwem Twoim Wiolu i Agnieszki Majewskiej z LOKS.


Czy jest coś, ulubione miejsce, o którym najbardziej lubisz pisać?
Nie mam ulubionych miejsc, o których lubię pisać. Mam z córeczkami ulubione miejsca, które  odwiedzamy, ale zdarza się, że pisanie o nich nie wychodzi mi najlepiej. Nie wiem czemu tak się dzieję. Może za bardzo mi wtedy zależy i kończy się wielkim klopsem. Ja ogólnie lubię dzielić się moimi podróżniczymi przeżyciami, doświadczeniami, a robię to po to, by inspirować innych, podpowiedzieć rodzicom, szczególnie Mamom na  długich urlopach wychowawczych,  jak można sobie tą trudną rzeczywistość pokolorować.


Co spowodowało, że postanowiłaś swoje życie wiązać z tworzeniem?
Im dłużej żyję na tym świecie, tym bardziej uświadamiam sobie, że ja to tworzenie, tworzenie to ja. Gdy analizuję czasy szkolne to myślę , że właściwie już wtedy dużo satysfakcji dawały mi dodatkowe zadania,  pomysły czy wydarzenia do zrealizowania. Moją kreatywność rozwijali rodzice, podwórko, ale też harcerstwo. W czasie studiowania na Uniwersytecie Gdańskim należałam do anglojęzycznego teatru studenckiego Maybe Theatre Company. To był jeden z najszczęśliwszych okresów w moim życiu. Otaczałam się ludźmi, którzy dla prób, sceny, teatru potrafili zrobić wszystko, a przynajmniej bardzo wiele. I to zupełnie bezinteresownie, tylko dla własnej przyjemności. To byli ludzie, którym chciało się chcieć, których kreatywność nie znała granic, a ja takich bardzo lubię. Tworzenie czegoś, by tak po prostu dać coś światu, coś po sobie pozostawić jest piękne. Być może jestem idealistką, ale wciąż tak czuję. Dziś z uśmiechem wspominam ten szalony czas. Teraz tworzę w zupełnie innych dziedzinach, ale też mam ogromne poczucie satysfakcji. Jedynie czasem w moim najbliższym otoczeniu brakuje mi  takich ludzi, o których wyżej wspomniałam.


Jak wygląda u Ciebie proces tworzenia?
Wszystko zaczyna się od pomysłu, a ten rodzi się w mojej głowie w najmniej oczekiwanym momencie. Nauczyłam się już, by go szybko gdzieś zapisać. Najpierw jest hasło. Jedno, następnie dwa i więcej.  Potem robi się z tego cały plan. To dotyczy tak pomysłów na spacery, wycieczki  jak i domowe uroczystości, które bardzo lubię organizować czy akcje organizowane przeze mnie na Frajdzie.


W czym jesteś dobra i za co lubisz siebie?
To bardzo trudne pytanie. To w czym jestem dobra najlepiej mogą ocenić inni. Może powiem w czym się najlepiej czuję. Ostatnio najbardziej na świecie lubię podróżować z moją rodziną i te podróże dla niej organizować: wybierać miejsce podróży, noclegi, układać plan zwiedzania, „robić” za przewodnika mojej szalonej czteroosobowej grupy. Bardzo dobrze się w tym odnajduję. A za co siebie lubię? Lubię siebie najbardziej wtedy, kiedy udaje mi się być dobrą Mamą.


Czy jesteś kobietą sukcesu?
Sukces ma dla każdego zupełnie inny wymiar, inne znaczenie. Pewnie zabrzmi to bardzo nieskromnie, ale siebie uważam za kobietę sukcesu. Tak jak wszytskie kobiety chodzące po tej ziemi. To ile mamy życiowych ról i zadań do wykonania czyni z nas przecież BOHATERKI.  Moim największym sukcesem jest moja rodzina. Oby wciąż była trwała, silna i bardzo się kochająca. Wiem też, że za sprawą mojego bloga kilka Mam zmieniło swoje życie. Nauczyły się kreatywnie spędzać czas z dziećmi i to uważam za ogromny sukces. To mnie ogromnie cieszy.


Skąd czerpiesz inspirację, co pobudza Twoją kreatywność?
Największą moją inspiracją są moje dzieci. Dzięki nim zmieniłam swoje życie, przebranżowiłam się. Zrobiłam kurs na przewodnika po Trójmieście. Ale wiele inspiracji czerpię z otaczającego mnie świata. Bardzo silnie oddziałuje  na mnie teatr i kino, zarówno polskie jak i światowe. Wielka inspiracja to także dziecięca literatura. Czasem bardzo dobry pomysł podsuwa mi zdjęcie w gazecie u „siąsiada” w autobusie, strona czytanej książki, krótka notatka czy hasło zamieszczone gdzieś na ścianie np. w kawiarni. A poczucie, że wciąż muszę coś robić, by czuć się szczęśliwą daje dużego kopa do kreatywnego działania.


W chwili słabszego dnia i braku mocy jak ładujesz akumulatory do dalszego działania?
Kiedy jest źle zapala mi się czerwona lampka i wiem, że po prostu muszę się wyspać. Jeśli organizm jest przemęczony, nic się nie zdziała. Dobry, zdrowy sen to podstawa, nawet jeśli moja praca przesuwa się z tego powodu w czasie. Natomiast gdy mam siły, ale wena nie przychodzi robię sobie od wszystkiego wolne. Jeśli tylko mogę idę do kina, jeśli nie to kładę dzieci spać, długo im przy tym czytając. Gdy zasną wyszukuję w telewizji filmu, który spowoduje, że znów odzyskam moc do działania. Dziecięca literatura i kino są dla mnie olbrzymią inspiracją.


Co wyróżnia Twojego bloga?
Autobus.


Co ma wpływ na to jak wygląda Twoja twórczość?
Otaczający świat, ludzie i podróże. Bez względu na to czy to jest wycieczka autobusem 171 do Parku Oliwskiego czy wiedeńskim metrem do Hofburga.


Miewasz wątpliwości czy idziesz dobrą drogą i w to co robisz?
Wydaje mi się, że każdy, cokolwiek robi, ma takie wątpliwości. Wydaje mi się to być czymś naturalnym. Ja też je mam, ale także baaaardzo mocno wierzę, że za jakiś czas osiągnę wymarzone cele. Wierzę w dobro. Siła podświadomości jest wielka.


Czy w Twojej twórczości jest coś z czym jesteś związana emocjonalnie?
Ze wszystkim co opisuję na blogu jestem mniej lub bardziej związana emocjonalnie. To są moje przeżycia, czas, który dzieliłam z rodziną lub osobami poznanymi w czasie blogowania.


Czy to co planujesz przed przystąpieniem do pracy odbiega od produktu końcowego?
Przed wycieczką mam zawsze jakiś plan. Ramy, których chcę się trzymać, marzenia, które chcę spełnić, miejsca, które chcę odwiedzić. Ale jadąc na wycieczkę z trójką dzieci wielu rzeczy nie da się przewidzieć. Przygód mamy wiele i zdarza się, że coś co sobie zaplanowałam kompletnie nie wychodzi.  To samo dotyczy spacerów z przewodnikiem dla zorganizowanych grup. Tu czynnikiem decydującym też są ludzie. Idąc wiele razy tą sama trasą nigdy nie ma dwóch takich samych spacerów. Jest inna energia, są inne pytania. I wiele tu zależy także od pogody. I to jest fascynujące. Z wpisami jest podobnie. Mam coś już ułożone w głowie, ale gdy siadam do komputera nagle coś zmieniam, coś dodaję, przeinaczam i spod klawiatury wychodzi nowe.Ważne, by efekt końcowy był zadowalający.


Czy w tworzeniu talent jest najważniejszy?
Myślę, że jest on bardzo ważny, ale jeszcze ważniejsza jest ciężka praca, osobowość, upór, charakter, który pozwala dopiąć swego i odrobina szczęścia.


W tworzeniu kierujesz się  głównie trendami, czy tym co Ci w duszy gra i z czym możesz się identyfikować?
Ja chcę być i jestem przede wszystkim sobą. Oczywiście, że podglądam, podpatruję, inspiruję się i uczę. Ale w tym wszystkim chcę być sobą. Mój blog będzie z autobusami w tle, bo takie jest moje życie, frajdowe wydarzenia przeze mnie organizowane będą zwariowane, bo takie lubimy ja i moje dzieci, przewodnikiem chcę być kolorowym, wyróżniającym się od innych, bo czuję, że taka powinnam być, że w ten sposób lepiej trafię do moich słuchaczy, często bardzo małych i blogowych czytelników.


Czy masz dobrą i sprawdzoną radę dla osób, które mają pasję i chciałyby zacząć na tym zarabiać?
Podobno człowiek jest najszczęśliwszy wtedy, kiedy robi to co kocha i kiedy kocha to co robi czy jakoś tak. Czyli kiedy jego pasja staje się pracą i odwrotnie. Zatem trzeba do tego dążyć, odważyć się i zrobić ku temu pierwszy krok. On jest chyba najtrudniejszy.


Założyć działalność i stać się kapitanem okrętu?
Jeśli tylko się czuje, że są takie możliwości i odpowiedni moment w życiu, jeśli ma się takie pragnienie i jeśli na dodatek ma się wsparcie bliskich to tak. Trzeba iść odważnie przez życie, próbować, ryzykować. Wydaje mi się, że najgorszym uczuciem musi być przebudzenie po latach i żal, że czegoś się nie zrobiło. Często powtarzam sobie: Bądź odważna, co masz do stracenia?


Jak pogodzić tworzenie i prowadzenie firmy z prowadzeniem domu, wychowaniem dzieci itd. ?
Nie umiem udzielić tu kompletnej odpowiedzi, podzielić się cudowną złotą myślą. Sama tego tak naprawdę nie wiem. Ja jestem w trochę odmiennej sytuacji niż inne osoby tworzące. Pomimo że od kilku miesięcy mam działalność i wciąż gdzieś coś tworzę, to mam szczęście, ponieważ wiele z tych rzeczy które robię ściśle wiążą się z moimi dziećmi. Łączę pracę z pasją i wychowywaniem córek. Są jednak trudne momenty.  Wiem już, że nie można mieć wszystkiego. Kiedy mam więcej pracy zawsze ucierpią na tym sprawy domowe i dzieci trochę zostawione same sobie. Albo mój własny organizm, gdy przemęczenie daje się we znaki. Trzeba umieć znaleźć złoty środek i czasem coś odpuścić. Kiedy moja najmłodsza córka pójdzie do przedszkola, wrócę do pracy już na pełen etat. Tymczasem ona i starsze córki są dla mnie najważniejsze, dlatego na blogu i w pracy przewodnika nie działam jeszcze tak prężnie jakbym chciała. To jest mój wybór. Na to przyjdzie czas. W tym co robię teraz pomaga mi mój mąż i moja Mama. Bez nich z pewnością byłoby ciężko. Podziwiam kobiety, które pracują już pełną parą i są świetnymi, troskliwymi Mamami. To jest bardzo trudna i ciężka praca. Myślę, że trzeba znaleźć tę równowagę i działać tak, by być szczęśliwym.


Gdzie można Ciebie znaleźć?
Zapraszam na FB, Instagram i …ulicę. Smile



P.s. Autorką zdjęcia jest Agnieszka Darska Fotografia rodzinna. Miłego dnia!Smile

 

Komentarze:
Dodaj swój komentarz
Nick / Imię
Treść komentarza
Stolica Polski
Nie dodano żadnego komentarza