Podróż za 2 uśmiechy

DZIEŃ Z MOJĄ TRZYLATKĄ

DZIEŃ Z MOJĄ TRZYLATKĄ

 

Mąż w delegacji, najstarsze dwie córki wyjechały na obóz, ja i najmłodsza Smerfetka zostałyśmy same. Chyba długo czekałam na taki dzień. Na taki, czyli jaki?

 

Mam trzy świetne córki. Pierwsze dwie są w podobnym wieku. Mają 10 i 8,5 roku. Najmłodsza ma 3. Uwielbia siostry, a one ją. Razem się bawią, czytają bajki, psocą, wtulone w siebie zasypiają. Zawsze razem. Do tej pory nie rozstały się na dłużej niż cały jeden dzień. Gdy urodziła się ta trzecia mówiłam do niej żartobliwie trochę przejęta tym, jak sobie teraz poradzę: Kalinka, wybrałaś szaloną rodzinę, której każdy dzień jest pełen planów. Musisz się jakoś do nas wpasować. Może to śmieszne, ale miałam wrażenie, że ona to doskonale rozumie i rzeczywiście tak robi. A może szybko przyzwyczaiła się do takiego trybu życia, skoro przyzwyczajana była do niego już od pierwszych miesięcy? Na spacerach o ósmej rano, by odprowadzić siostry do szkoły, kolejne wyjście w porze, gdy trzeba je odebrać i jeszcze kiedy trzeba zaprowadzić na karate czy inne zajęcia i…znów odebrać. Albo kiedy Mama ma jakieś spotkanie. Nie narzeka, gdy musimy przerwać zabawę, by znów gdzieś wyjść. To mi jest bardziej żal. Lepiej czasem wyjść gdzieś na całe pół dnia, pojechać na wycieczkę, by nie biegać wciąż po schodach na czwarte piętro. Wszyscy starsi domownicy wiąż narzucają rytm. Dlatego kiedy dostałam taki dzień, w którym mogłyśmy tylko we dwie razem robić to, na co moja trzylatka miała ochotę, tak długo jak moja trzylatka miała na to ochotę, nieskrępowane godzinami odbioru starszych córek ze szkoły czy z innych zajęć, umówionymi spotkaniami u dentysty, pediatry czy innego specjalisty, wywiadówkami, spotkaniami i nie wiadomo czym jeszcze ucieszyłam się jak właśnie taka trzylatka. Dzień bez logistycznej łamigłówki! Dzień bez dzikiego pędu! Tylko dla nas! Cudownie!

 

Wiecie co zrobiłyśmy? O poranku długo wylegiwałyśmy się w łóżku czytając książki, w tym w ostatnich dniach ulubioną Idziemy na niedźwiedzia. Potem wyłączyłam w telefonie głos, internet, FB i inne takie wynalazki. Przygotowałyśmy razem śniadanie. Trochę nam było smutno bez naszej reszty przy stole, więc Smerfetka posadziła na krzesłach swoje ulubione trzy lale i w takim licznym towarzystwie zjadłyśmy jajecznicę. Następnie zapakowałyśmy plecaki i wyruszyłyśmy na wyprawę do lasu. Badałyśmy drzewa, słuchałyśmy szumu wiatru, śpiewu ptaków, przez lupę szukałyśmy pąków na krzewach, pierwszych oznak wiosny, robiłyśmy sobie nawzajem i tej pięknej przyrodzie zdjęcia. Odwiedziłyśmy bardzo przez nas lubiany osiedlowy spożywczak, zrobiłyśmy razem zakupy, pooglądałyśmy jak czarny kot wspina się na dach domu, splunęłyśmy za siebie na szczęście, gdy przebiegł nam drogę, wróciłyśmy zadowolone do domu, potańczyłyśmy przebrane za baletnice do ulubionej muzyki Czajkowskiego, ugotowałyśmy sobie razem makaron i się nim najadłyśmy do syta, bo kto nam zabroni, pogapiłyśmy się na zachodzące słońce, stworzyłyśmy nowe, błyszczące brokatem ubranka dla papierowych księżniczek, a wieczorem wyświetliłyśmy sobie bajki i na dobranoc włączyłyśmy uwielbianego ostatnio bardzo w naszym domu Misia Makarego. Cały świat przestał mnie obchodzić. Zasnęłyśmy razem wtulone. 

 

Czy zrobiłyśmy coś wyjątkowego? Niby nie. Wg wielu pewnie nie. Wg mnie jednak to wszystko było cholernie ważne. Tak jak było ważne dla moich starszych córek, gdy były jeszcze małe. Bo tak mniej więcej wyglądały ich pierwsze lata życia spędzone ze mną.  A dziś, kiedy już wiem, jak to szybko potrafi minąć, gdy wiem, że ta trzecia córka jest prawdopodobnie moją ostatnią, gdy wiem, że pewnie za chwilę pójdzie do przedszkola i znów zacznie się kołowrotek, a później wszyscy będą ważni tylko nie Mama doceniam takie momenty po stokroć! Oby takich jak najwięcej. 

 

 

 

 

 

Komentarze:
Dodaj swój komentarz
Nick / Imię
Treść komentarza
Stolica Polski
Dodany przez: Agata
Data dodania: 2016-02-25
Super dzień i super zdjęcia. Mam nadzieję, że dzień zostanie długo w pamięci :)